Obudziłem się i przez pierwsze parę sekund nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie jestem. Bolał mnie kark. W sumie to nic dziwnego, okazało się, ze spałem na ramieniu... Nailla? No tak, przecież wczoraj uratował mi życie. Pływanie zawsze mnie przerażało i teraz sam zastanawiam się, co mi przyszło do głowy.
Siedziałem nad jeziorem, ponieważ, tak naprawdę nie miałem dokąd pójść. Wielka Brytania, Londyn...
Zawitałem tu po raz pierwszy, wcześniej znałem to wszystko tylko z opowieści. Chciałem tu przyjechać, zobaczyć jak najwięcej, cieszyć się z tego, że żyję, pokochać wszystko to, co mnie otaczało. Nie lubiłem wspominać mojego dzieciństwa, bo... Nie. Byłem teraz kimś innym, a nie tylko słabym, pięcioletnim chłopcem. Teraz ja, Zayn Malik mam siedemnaście lat i jestem silniejszy.
Usiadłem, zapadając się głębiej w białą kanapę. Zacząłem wędrować wzrokiem po białych ścianach, niemal czarnej, hebanowej podłodze, oraz różnokolorowych ramkach na zdjęcia. Okna (z tego co wiedziałem) wychodziły na zachód. Podszedłem do jednego z nich i bardzo się zdziwiłem, gdyż niebo było tak błękitne, jak tęczówki mojego towarzysza.
- Nie martw się, pogoda zdąży się jeszcze popsuć. - usłyszałem głos blondyna za plecami
- Nie dasz nawet pomarzyć. - odrzekłem, udawając, że się gniewam
- Ja po prostu cię po prostu ostrzegam, po południu na pewno będzie burza. - rzucił ze skruchą (również udawaną)
- Ale z ciebie pesymista... Założę się, że dziś będzie tak ładnie przez cały dzień
- Hm... A o co? - uśmiechną się, ukazując swój biały aparat ortodontyczny
- Jeśli wygram, to pozwolisz mi ze sobą zamieszkać - wymyśliłem na poczekaniu
- A jeśli to ja wygram? - spytał się niebieskooki, śmiejąc się cicho. Chyba nie miałby nic przeciwko, gdyby wygrana przypadła mnie.
- Jestem pewny, że tak się nie stanie... - Niall parskną - Ale stanę się twoim jednodniowym sługą, zrobię wszystko, o co mnie poprosisz - zaofiarowałem się.
- Zgoda - uścisnęliśmy sobie ręce - ale muszę mieć to na piśmie.
Przez chwilę spisywaliśmy warunki zakładu, a kiedy skończyliśmy Nialler stwierdził, że jeszcze nigdy nie był tak głodny, więc poszliśmy do kuchni na śniadanie.
Chyba po raz pierwszy spotkałem osobę, która potrafi w ciągu piętnastu minut pochłonąć jajecznicę, dwie kanapki (bułka, ser, szynka, sałata, pomidor, ogórek), jabłko, banana, dużą pomarańczę, oraz pół litra lodów, a po tym wszystkim powiedzieć, że ciągle burczy mu w brzuchu. Patrzyłem na to z niedowierzaniem, próbując dojeść swoje płatki owsiane, którymi zapchałem się tak, że nie mogłem już patrzeć na jedzenie.
- Pokazać ci dziś Londyn? - zagadnął Niall, z błogością na twarzy żując pączka i co chwilę popijając go mlekiem.
- A nie masz dziś przypadkiem zajęć na uczelni?
- Są rzeczy ważniejsze od nauki... - zajrzał do mojej miski - Będziesz to kończył?
- Trzymaj, żarłoku. To kiedy wychodzimy?
- Jak zjem!
- Okay, mógłbym wziąć prysznic?
- Jasne, weź sobie jakieś ciuchy z mojej szafy, czyste ręczniki są w komodzie, poradzisz sobie?
- Oczywiście! Przecież to ja... - odrzuciłem głowę w tył jak gwiazda filmowa, a blondyn tylko pokręcił głową i wykrzywił twarz w szerokim uśmiechu.
Stałem w sypialni mojego nowego przyjaciela i szukałem ubrań, które byłyby odpowiednie na dzisiejszy dzień. Podszedłem do komody i wyciągnąłem pachnące czystością ręczniki. Czułem się tu trochę jak w jakimś hotelu. Wszystko było ładne, czyste i drogie. Widać było, że błękitnooki ma pieniądze. Zazwyczaj trzymałem się z dala od takich ludzi, ponieważ zachowywali się jakby byli lepsi. Ale nie on, z jego opowieści dowiedziałem się, że lubi pomagać innym. Przerwałem te rozważania, bo chciałem jak najszybciej się wykąpać, okazało się, że stałem tak wpatrując się w ścianę pięć minut. Skierowałem się w stronę łazienki.
niedziela, 17 marca 2013
niedziela, 10 marca 2013
~ Give Me Love , Rozdział 1 ~
Kolejny dzień zapowiadał się bardzo optymistycznie. Przestał
padać deszcz, a ciemnie chmury odpłynęły przez co niebo było podejrzanie
błękitnie .Szłam powoli, krętymi ścieżkami parku napawając się zapachem
nadchodzącej wiosny . Wiatr lekko rozwiewał moje włosy a słońce oświetlało
nagie drzewa, na których zaczęły pojawiać się pączki . Uwielbiałam taką pogodę.
Można było zauważyć, że wszystko zaczyna tętnić życiem po długiej i chłodnej
zimie . Dzisiejszego dnia park wyglądał ślicznie. Dało się dostrzec wesołe
dzieci biegające koło pobliskiego placu zabaw, ich roześmianych rodziców oraz
osoby ,które wyszły na spacer z psami
albo po prostu przyszły się zrelaksować i uciec od rzeczywistości. Zupełnie tak
jak ja .Przyszłam tutaj dokładnie po to aby powspominać stare czasy . Łączyło
mnie z tym miejscem wiele przygód i wspomnień, których zapewne nie zapomnę do
końca życia . Pamiętam jak zawsze przychodziłam tu wieczorami z przyjaciółmi i
spędzałam czas na przeróżnych zabawach . Najczęściej bawiliśmy się w chowanego
( co z tego, że byliśmy już w wieku młodzieńczym ? Dla nas życie było wtedy
niekończącą się zabawą ). Albo naśmiewaliśmy się z osób odwiedzających park i
wykręcaliśmy przeróżne numery ludziom siedzących na ławkach z książką , którzy
kompletnie zatracali się w lekturze . Było wiele wspólnych zajęć, czasami
zwykła rozmowa sprawiała nam mega satysfakcję i była świetnym pomysłem na
spędzenie czasu . W końcu nie liczy się jak , ale z kim ! ;D Usiadłam na ławce
koło starej , kamiennej fontanny.
Właśnie na tej ławce zawsze siadałam z Nicole, Ellie i Niall’em gdy
byliśmy już za bardzo zmęczeni na dalsze wygłupy . Z zaciekawieniem przyjrzałam się jej w celu
odszukania naszych inicjałów , które kiedyś w niej wyryliśmy moim różowym
scyzorykiem . Oczywiście napis nadal był . Może nie , aż tak samo widoczny jak
parę lat temu , ale dało odczytać się nasze ” N,E,K,N Forever <3 „ … Ciekawe co teraz
dzieje się u Ellie i Nicole .. Ciekawe jak tam im idzie w szkole, co u ich
rodzin i czy jeszcze mnie pamiętają .. a może znalazły sobie kogoś kto godnie
zastąpił moje miejsce ? Intrygowało mnie to .. bo w końcu nie widziałam ich od 4
lat ! To bardzo dużo czasu .. Pamiętam jak w pierwszych dniach mojego pobytu w
Londynie nie mogłam się zaaklimatyzować . Wszystko było tam takie inne .. takie
obce. Brakowało mi słonecznego Mullingar . To dosyć oczywiste , ze mój kochany
teraz Londyn powitał mnie nieustannie zachmurzonym niebem i obfitymi opadami
deszczu .. W końcu taki już urok tego miasta . Jednak pogoda była tylko małym
szczegółem, bo tak naprawdę brakowało mi najbardziej ich . Nie miałam z kim wyjść
na spacer czy pohuśtać się na huśtawkach .. Przez pewien okres nie miałam
nikogo . Dopiero jak poszłam do szkoły to zaczęłam nawiązywać nowe znajomości
które z czasem zaczęły się pogłębiać do tego stopnia , że potrafiłam nawet zapomnieć o moich starych przyjaźniach ” z piaskownicy ”. Ale teraz tak naprawdę wróciłam
tutaj po to, aby je spróbować jakoś
odnowić . Aby spróbować znaleźć wspólny język z Nicole i Ellie , bo wiem , że
Niall’a niestety tutaj nie zastanę .. W końcu gwiazda się z niego zrobiła .
Teraz ciągle jest w innym miejscu , ma koncerty , trasy , masę wywiadów i
spotkania z fanami . Zawsze powtarzałam , że mu się w przyszłości uda zostać piosenkarzem
, w końcu z jego głosem o to nie trudno … I co ?? Teraz razem z chłopcami z One
Direction tworzą jeden z najlepszych zespołów .. ;D Ahhh .. Katy jasnowidz ..
Hehe .. Chyba potrafię przypowiadać przyszłość, mam takie skromne wrażenie . ..
A gdyby tak teraz pójść i odwiedzić
Nicki albo Ellie ? Hmmm .. adres mam chyba zapisany na tylnych kartkach
pamiętnika. Wyjęłam zasłużony notatnik i
otworzyłam na ostatnich stronach . Nie myliłam się . Zielonym długopisem i
drukowanymi literami było napisane : Nicole – 96 Rodwell Tower . No to adres
posiadam ..
Pewnym krokiem skierowałam się w stronę leśnej ścieżki prowadzącej
do wyjścia z parku . W między czasie schowałam do torebki pamiętnik i
spojrzałam na zegarek .. Hmm .. 11:20 .. mam jeszcze cały dzień i może go nawet spędzę na spotkaniu ze starymi
znajomymi . Mam tylko nadzieję , że Nicki nie zmieniła swojego miejsca
zamieszkania …
poniedziałek, 4 marca 2013
Love in a hopeless place, rozdział 2
Zerwałem się na równe nogi i gorączkowo nasłuchiwałem, skąd dochodzi krzyk. Po nieznośnie długiej chwili usłyszałem go znowu, był słabszy, ale zorientowałem się, ze pochodzi z głębi jeziora. Niewiele myśląc, zrzuciłem z siebie tylko buty oraz woskowaną kurtkę (tylko one nie była mokra) i biegnąc, skierowałem się w stronę wody. Już po paru sekundach płynąłem w kierunku szamoczącej i rozpaczliwie próbującej utrzymać się na powierzchni osobie. Przyspieszyłem, została mi już tylko połowa dystansu, w duchu dziękowałem za znienawidzone lekcje pływania. Kątem oka zauważyłem wywróconą łódkę. Cholera, jakiemu idiocie przychodzi na myśli popływać w środku nocy, kiedy się pływać nie umie?
Tym idiotą okazał się chłopak, mniej więcej w moim wieku. Widziałem, że był już wyczerpany. Złapałem go mocno i zawróciłem. Jezu, dlaczego ta woda jest taka zimna? Byłem już zmęczony, ale wiedziałem, ze nie mogę się poddać. Możliwe, że w właśnie w moich rękach było jego życie. Zerknąłem na niego i niespodziewanie poczułem, że teraz mógłbym zrobić wszystko. Poczułem, że muszę to teraz nie mogę się poddać. Nigdy nie czułem takiej motywacji. Odetchnąłem i zacząłem płynąć ze zdwojoną siłą. Nie wiem, ile to trwało, ale w końcu znaleźliśmy się na brzegu.
Wyglądał na nieprzytomnego. Dygocąc sprawdziłem oddech chłopaka. Cholera! Tylko nie to, szukałem pulsu, ale nie mogłem go wyczuć. Pierwsza pomoc, pierwsza pomoc... Jak to było? Trzydzieści uciśnięć, dwa wdechy... Nie, na początku trzeba wezwać pogotowie! Wyciągnąłem z kieszeni kurtki telefon komórkowy, ale z nerwów zapomniałem, że rozładował się już na imprezie, nie dobrze! Okay, Niall, opanuj się... Drżącymi dłońmi udrożniłem drogi oddechowe i przystąpiłem do masażu serca. Na początku bałem się, że uszkodzę żebra, ale po chwili namysłu stwierdziłem, że jeśli on umrze, to żebra i tak mu się nie przydadzą.
Liczyłem głośno- tak było łatwiej. Raz, dwa, trzy...Dwadzieścia pięć, dwadzieścia dziewięć, trzydzieści. Bez chwili zawahania wykonałem dwa wdechy wprost do ust młodego mężczyzny. Rozpocząłem następną serię, coraz bardziej się niepokojąc. Zastanawiałem się, czy nie zacząć krzyczeć, kiedy usłyszałem kaszlnięcie. Obudził się. Jego brązowe oczy były zagubione i nieobecne, pomogłem mu usiąść.
- Jak się czujesz?- spytałem.
- Chyba... Chyba w porządku. Co się stało?- odparł.
- Z tego, co widziałem, musiałeś pływać łódką, która się wywróciła, tylko nie mam pojęcia, jak tego dokonałeś.- powiedziałem.
-Hm... No cóż, nigdy nie byłem najlepszym pływakiem w rodzinie. Moja mama zawsze twierdziła, że moim największym talentem jest topienie się. Co jak co, ale to zdarza mi się dosyć często i chyba nikt mnie w tej dziedzinie nie przebije.- pomimo grozy sytuacji zaśmiał się cicho, a ja wykrzywiłem twarz w uśmiechu.
- To musi być zaskakująco przydatna umiejętność.- zażartowałem i dopiero w tej chwili dostrzegłem, że karnacja mojego towarzysza jest ciemniejsza od mojej. Jego włosy były czarne, ale nawet w tej ciemności dostrzegłem, ze są bardzo ładne.
- Mam na imię Zayn- usłyszałem.
-Niall - podaliśmy sobie ręcę.
- Dziękuję - szepnął Zayn
- Wiesz co? Mieszkam niedaleko, chodźmy się ogrzać. Co ty na to?- zagadnąłem.
- Naprawdę? To by było zbawienie.
- Coś ty, to nic takiego. Na pewno dobrze się czujesz?
- Tak
Szliśmy szybko i nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Byliśmy przemoknięci, zmarznięci i zmęczeni, a to nie nastrajało do rozmowy. Po dziesięciu minutach znaleźliśmy się w moim mieszkaniu. Pożyczyłem Zaynowi mój t- shirt i dresowe spodnie, sam też ubrałem się podobnie.
- Jaką chcesz herbatę, malinową, czy czarną?- krzyknąłem z kuchni.
- Malinową - usłyszałem w odpowiedzi.
- Już się robi - rzuciłem, w międzyczasie przygotowując coś do jedzenia.
Gdy już zasiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać, nie mogliśmy skończyć. To było niesamowite, czułem się, jakbym go znał od zawsze i dokładnie w tej chwili, kiedy o tym pomyślałem, poczułem ból. Harry. To jego znałem od zawsze. Zayn jakby czytał mi w myślach, bo od razu zauważył, że coś jest nie tak. W końcu zmusił mnie do opowiedzenia całej historii, ponieważ odkrył, że mam łaskotki i zaczął torturować. Zwierzyłem mu się ze wszystkiego, opowiedziałem o mim uczuciu do Holly, o przyjaźni z Harrym, o wszystkich moich uczuciach. A Zayn mnie słuchał, nie przerywał, po prostu słuchał. I to było piękne. Gdy skończyłem swój monolog, wysłuchałem jego rady.
-Niall, dlaczego nawet nie dałeś mu szansy na wytłumaczeni się?
- No...Bo...Ja nie...- jąkałem się.
-Pamiętaj, że każdy zasługuje na drugą szansę, ale z drugiej strony, jeśli to zrobił, to czy to naprawdę prawdziwy przyjaciel?
Zamilkłem. Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć, zawsze uważałem Harolda z przyjaciela, ale czy nim był? Już miałem coś dodać, kiedy zauważyłem, że mulat zasnął na moim ramieniu.
Tym idiotą okazał się chłopak, mniej więcej w moim wieku. Widziałem, że był już wyczerpany. Złapałem go mocno i zawróciłem. Jezu, dlaczego ta woda jest taka zimna? Byłem już zmęczony, ale wiedziałem, ze nie mogę się poddać. Możliwe, że w właśnie w moich rękach było jego życie. Zerknąłem na niego i niespodziewanie poczułem, że teraz mógłbym zrobić wszystko. Poczułem, że muszę to teraz nie mogę się poddać. Nigdy nie czułem takiej motywacji. Odetchnąłem i zacząłem płynąć ze zdwojoną siłą. Nie wiem, ile to trwało, ale w końcu znaleźliśmy się na brzegu.
Wyglądał na nieprzytomnego. Dygocąc sprawdziłem oddech chłopaka. Cholera! Tylko nie to, szukałem pulsu, ale nie mogłem go wyczuć. Pierwsza pomoc, pierwsza pomoc... Jak to było? Trzydzieści uciśnięć, dwa wdechy... Nie, na początku trzeba wezwać pogotowie! Wyciągnąłem z kieszeni kurtki telefon komórkowy, ale z nerwów zapomniałem, że rozładował się już na imprezie, nie dobrze! Okay, Niall, opanuj się... Drżącymi dłońmi udrożniłem drogi oddechowe i przystąpiłem do masażu serca. Na początku bałem się, że uszkodzę żebra, ale po chwili namysłu stwierdziłem, że jeśli on umrze, to żebra i tak mu się nie przydadzą.
Liczyłem głośno- tak było łatwiej. Raz, dwa, trzy...Dwadzieścia pięć, dwadzieścia dziewięć, trzydzieści. Bez chwili zawahania wykonałem dwa wdechy wprost do ust młodego mężczyzny. Rozpocząłem następną serię, coraz bardziej się niepokojąc. Zastanawiałem się, czy nie zacząć krzyczeć, kiedy usłyszałem kaszlnięcie. Obudził się. Jego brązowe oczy były zagubione i nieobecne, pomogłem mu usiąść.
- Jak się czujesz?- spytałem.
- Chyba... Chyba w porządku. Co się stało?- odparł.
- Z tego, co widziałem, musiałeś pływać łódką, która się wywróciła, tylko nie mam pojęcia, jak tego dokonałeś.- powiedziałem.
-Hm... No cóż, nigdy nie byłem najlepszym pływakiem w rodzinie. Moja mama zawsze twierdziła, że moim największym talentem jest topienie się. Co jak co, ale to zdarza mi się dosyć często i chyba nikt mnie w tej dziedzinie nie przebije.- pomimo grozy sytuacji zaśmiał się cicho, a ja wykrzywiłem twarz w uśmiechu.
- To musi być zaskakująco przydatna umiejętność.- zażartowałem i dopiero w tej chwili dostrzegłem, że karnacja mojego towarzysza jest ciemniejsza od mojej. Jego włosy były czarne, ale nawet w tej ciemności dostrzegłem, ze są bardzo ładne.
- Mam na imię Zayn- usłyszałem.
-Niall - podaliśmy sobie ręcę.
- Dziękuję - szepnął Zayn
- Wiesz co? Mieszkam niedaleko, chodźmy się ogrzać. Co ty na to?- zagadnąłem.
- Naprawdę? To by było zbawienie.
- Coś ty, to nic takiego. Na pewno dobrze się czujesz?
- Tak
Szliśmy szybko i nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Byliśmy przemoknięci, zmarznięci i zmęczeni, a to nie nastrajało do rozmowy. Po dziesięciu minutach znaleźliśmy się w moim mieszkaniu. Pożyczyłem Zaynowi mój t- shirt i dresowe spodnie, sam też ubrałem się podobnie.
- Jaką chcesz herbatę, malinową, czy czarną?- krzyknąłem z kuchni.
- Malinową - usłyszałem w odpowiedzi.
- Już się robi - rzuciłem, w międzyczasie przygotowując coś do jedzenia.
Gdy już zasiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać, nie mogliśmy skończyć. To było niesamowite, czułem się, jakbym go znał od zawsze i dokładnie w tej chwili, kiedy o tym pomyślałem, poczułem ból. Harry. To jego znałem od zawsze. Zayn jakby czytał mi w myślach, bo od razu zauważył, że coś jest nie tak. W końcu zmusił mnie do opowiedzenia całej historii, ponieważ odkrył, że mam łaskotki i zaczął torturować. Zwierzyłem mu się ze wszystkiego, opowiedziałem o mim uczuciu do Holly, o przyjaźni z Harrym, o wszystkich moich uczuciach. A Zayn mnie słuchał, nie przerywał, po prostu słuchał. I to było piękne. Gdy skończyłem swój monolog, wysłuchałem jego rady.
-Niall, dlaczego nawet nie dałeś mu szansy na wytłumaczeni się?
- No...Bo...Ja nie...- jąkałem się.
-Pamiętaj, że każdy zasługuje na drugą szansę, ale z drugiej strony, jeśli to zrobił, to czy to naprawdę prawdziwy przyjaciel?
Zamilkłem. Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć, zawsze uważałem Harolda z przyjaciela, ale czy nim był? Już miałem coś dodać, kiedy zauważyłem, że mulat zasnął na moim ramieniu.
środa, 27 lutego 2013
Love in a hopeless place, rozdział 1
Kiedy weszliśmy do środka, Harry od razu został otoczony przez dziewczyny. To, że był cały mokry zdawało się podniecać je jeszcze bardziej. Wszystkie uśmiechały się zalotnie, otwierały szeroko oczy i bawiły kosmykami wypielęgnowanych włosów. Taylor, jedna z najpopularniejszych dziewczyn w szkole podeszła do Loczka i odważnie przejechała po nim palcem, poczynając od linii barków, a kończąc na kroczu. Chłopak wydawał się być obecny tylko ciałem, ale fakt, że ktoś dobiera się do jego męskości przywrócił go do rzeczywistości.
*
Cholera, znowu ta Taylor. Owszem, była ładna, nawet bardzo, ale zdążyła rozpowiedzieć już całej szkole, ze zamierzam się z nią dziś przespać. Nie chciałem dawać jej satysfakcji, więc uprzejmie zdjąłem jej rękę z moich spodni, otrzepałem je i oznajmiłem, że muszę iść do toalety. Podziałało, ta ślicznotka z grzywką obciętą w najlepszym salonie fryzjerskim w Londynie nie była przyzwyczajona do odmowy. Przez chwilę nawet myślałem, że się na mnie rzuci i wydrapie oczy. W odpowiedzi na jej mordercze spojrzenie posłałem jej jeden z moich najpiękniejszych uśmiechów i jakby nigdy nic, wraz z rozbawionym Niallem skierowałem się do łazienki.
*
Normalnie nie pochwaliłbym go w takiej sytuacji, ale tej pannie z zawyżonym poczuciem własnej wartości trzeba było utrzeć nosa. A ta jej mina! Najlepsze z tego wszystkiego było to, że nawet jej przyjaciółki miały na twarzy lekki, triumfalny uśmiech. Porozmawialiśmy o tym zdarzeniu jeszcze chwilę, a następnie się rozstaliśmy.
Po mniej więcej godzinie gospodarz zapoznał mnie ze swoją siostrą- Lily. Chociaż jest to osoba bardzo przyjazna i sympatyczna, nie mogłem się skupić na rozmowie z nią, ponieważ nigdzie nie dostrzegałem Holly. Zapytany, czy nie mam przypadkiem ochoty się czegoś napić zaprzeczyłem i przepraszając wyruszyłem na poszukiwania. Coś jednak stanęło na mojej drodze i to dosłownie. Nawet nie zauważyłem krzesła na które wpadłem. Złapałem się za nogę z wyrazem boleści na twarzy i straciłem równowagę. Wpadłem wprost w ramiona skwaszonej Taylor, która zaskoczona wylądowała w misie z ponczem. Czerwona na twarzy ( a także na białej sukience) i oblana lepkim napojem, zaczęła krzyczeć, że i ja i ten ''lokowany idiota'' (jak mniemam chodziło o Harrego) tego pożałujemy, po czym wybiegła z apartamentu, ciskając po drodze wszystkim, co miała pod ręką. Parę osób nawet podeszło do mnie i pogratulowało, ale ja nie czułem satysfakcji. To nie było w moim stylu, więc zakodowałem sobie w pamięci aby przy najbliższej okazji ją przeprosić.
Przez resztę wieczoru wszystko toczyło się tradycyjnie, alkoholu było mnóstwo, ale wolałem pozostać trzeźwy. No bo kto zajmie się Hazzą rano? On przecież zawsze miał ogromnego kaca.
Byłem tutaj po raz pierwszy i zamiast do toalety, przypadkiem trafiłem do pokoju, gdzie zastałem całującą się parę. Już zaczynałem przepraszać, kiedy coś przykuło moją uwagę. Loki. Zorientowałem się, ze to mój przyjaciel z jakąś jasnowłosą panienką. Dopiero po chwili przyszło mi na myśl, że to Holly i niestety nie myliłem się. Rozpoznałem jej delikatne rysy. Poczułem się, jakby ktoś mnie uderzył, oczy zaczęły zachodzić mi łzami, ale starałem się to powstrzymać. Wtedy Harry podniósł głowę. Po mojej minię domyślił się, ze coś jest nie tak. Spojrzał jeszcze raz na dziewczynę i z przerażonym wyrazem twarzy wyjąkał tylko: '' Niall, to nie tak...''. Nie chciałem go słuchać, bez słowa wybiegłem. Nie mogłem w to uwierzyć. Przecież wiedział, jak bardzo mi na niej zależy. Czułem żal i rozgoryczenie. A najgorsze było to, że nie mogłem zrobić z tym nic.
Miałem ochotę krzyczeć. Może gdybym nakrył samą Holl, mógłbym to znieść, ale mój Hazza? Ten Hazza, z którym miałem tyle wspólnego, który wiedział o mnie więcej niż ja sam i był ze mną we wszystkich najważniejszych chwilach mojego życia. Ten, z którym realizowałem jego szalone pomysły, dzięki którym przeżyłem wspaniałe przygody. Ten, którego traktowałem jak brata, o którego się martwiłem i wierzyłem, że nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. A jednak, tak bardzo się myliłem.
Kiedy po tych ponurych rozmyślaniach doszedłem do wniosku, że już nic gorszego nie może się stać, oczywiście zaczął padać deszcz. Dałem za wygraną i położyłem się na ziemi, chciałem uwolnić się od natłoku myśli, zapomnieć. Słuchałem deszczu i obserwowałem, jak moje ubranie staje się coraz bardziej mokre, a wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałem. Usłyszałem krzyk, przeraźliwy krzyk.
*
Cholera, znowu ta Taylor. Owszem, była ładna, nawet bardzo, ale zdążyła rozpowiedzieć już całej szkole, ze zamierzam się z nią dziś przespać. Nie chciałem dawać jej satysfakcji, więc uprzejmie zdjąłem jej rękę z moich spodni, otrzepałem je i oznajmiłem, że muszę iść do toalety. Podziałało, ta ślicznotka z grzywką obciętą w najlepszym salonie fryzjerskim w Londynie nie była przyzwyczajona do odmowy. Przez chwilę nawet myślałem, że się na mnie rzuci i wydrapie oczy. W odpowiedzi na jej mordercze spojrzenie posłałem jej jeden z moich najpiękniejszych uśmiechów i jakby nigdy nic, wraz z rozbawionym Niallem skierowałem się do łazienki.
*
Normalnie nie pochwaliłbym go w takiej sytuacji, ale tej pannie z zawyżonym poczuciem własnej wartości trzeba było utrzeć nosa. A ta jej mina! Najlepsze z tego wszystkiego było to, że nawet jej przyjaciółki miały na twarzy lekki, triumfalny uśmiech. Porozmawialiśmy o tym zdarzeniu jeszcze chwilę, a następnie się rozstaliśmy.
Po mniej więcej godzinie gospodarz zapoznał mnie ze swoją siostrą- Lily. Chociaż jest to osoba bardzo przyjazna i sympatyczna, nie mogłem się skupić na rozmowie z nią, ponieważ nigdzie nie dostrzegałem Holly. Zapytany, czy nie mam przypadkiem ochoty się czegoś napić zaprzeczyłem i przepraszając wyruszyłem na poszukiwania. Coś jednak stanęło na mojej drodze i to dosłownie. Nawet nie zauważyłem krzesła na które wpadłem. Złapałem się za nogę z wyrazem boleści na twarzy i straciłem równowagę. Wpadłem wprost w ramiona skwaszonej Taylor, która zaskoczona wylądowała w misie z ponczem. Czerwona na twarzy ( a także na białej sukience) i oblana lepkim napojem, zaczęła krzyczeć, że i ja i ten ''lokowany idiota'' (jak mniemam chodziło o Harrego) tego pożałujemy, po czym wybiegła z apartamentu, ciskając po drodze wszystkim, co miała pod ręką. Parę osób nawet podeszło do mnie i pogratulowało, ale ja nie czułem satysfakcji. To nie było w moim stylu, więc zakodowałem sobie w pamięci aby przy najbliższej okazji ją przeprosić.
Przez resztę wieczoru wszystko toczyło się tradycyjnie, alkoholu było mnóstwo, ale wolałem pozostać trzeźwy. No bo kto zajmie się Hazzą rano? On przecież zawsze miał ogromnego kaca.
Byłem tutaj po raz pierwszy i zamiast do toalety, przypadkiem trafiłem do pokoju, gdzie zastałem całującą się parę. Już zaczynałem przepraszać, kiedy coś przykuło moją uwagę. Loki. Zorientowałem się, ze to mój przyjaciel z jakąś jasnowłosą panienką. Dopiero po chwili przyszło mi na myśl, że to Holly i niestety nie myliłem się. Rozpoznałem jej delikatne rysy. Poczułem się, jakby ktoś mnie uderzył, oczy zaczęły zachodzić mi łzami, ale starałem się to powstrzymać. Wtedy Harry podniósł głowę. Po mojej minię domyślił się, ze coś jest nie tak. Spojrzał jeszcze raz na dziewczynę i z przerażonym wyrazem twarzy wyjąkał tylko: '' Niall, to nie tak...''. Nie chciałem go słuchać, bez słowa wybiegłem. Nie mogłem w to uwierzyć. Przecież wiedział, jak bardzo mi na niej zależy. Czułem żal i rozgoryczenie. A najgorsze było to, że nie mogłem zrobić z tym nic.
Miałem ochotę krzyczeć. Może gdybym nakrył samą Holl, mógłbym to znieść, ale mój Hazza? Ten Hazza, z którym miałem tyle wspólnego, który wiedział o mnie więcej niż ja sam i był ze mną we wszystkich najważniejszych chwilach mojego życia. Ten, z którym realizowałem jego szalone pomysły, dzięki którym przeżyłem wspaniałe przygody. Ten, którego traktowałem jak brata, o którego się martwiłem i wierzyłem, że nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. A jednak, tak bardzo się myliłem.
Kiedy po tych ponurych rozmyślaniach doszedłem do wniosku, że już nic gorszego nie może się stać, oczywiście zaczął padać deszcz. Dałem za wygraną i położyłem się na ziemi, chciałem uwolnić się od natłoku myśli, zapomnieć. Słuchałem deszczu i obserwowałem, jak moje ubranie staje się coraz bardziej mokre, a wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałem. Usłyszałem krzyk, przeraźliwy krzyk.
niedziela, 24 lutego 2013
Love in a hopeless place, prolog
Siedziałem nad jeziorem i myślałem. Wpatrywałem się w gwiazdy. Było zupełnie cicho. Nawet wszechobecna ciemność nie zniechęcała mnie do siedzenia tutaj o pierwszej nad ranem. Musiałem pomyśleć. Byłem zły, bardzo. Powodem mojego samopoczucia była kłótnia z moim najlepszym przyjacielem, z resztą chyba już byłym.
Dzisiejsze popołudnie zapowiadało się świetnie, nawet nie padało. Szedłem na spotkanie z Harrym, co chwila potykając się o swoje wiecznie niezawiązane sznurówki. Wiatr targał moimi włosami na wszystkie strony, ale nie przeszkadzało mi to. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, ponieważ wieczorem Louis urządzał imprezę, a tam miała być Holly Scally. W tej niebieskookiej blondynce podkochiwałem się od dwóch miesięcy. W tym roku, ku mojej radości, chodziliśmy razem na większość przedmiotów. Zawsze dostawała dobre oceny a ja nie chciałem być od niej gorszy, ale przez ciągłe wpatrywanie się w nią, po prostu nie mogłem się skupić. Była taka urocza kiedy sporządzała notatki i udzielała odpowiedzi, że trudno mi było nie fantazjować... Swoją drogą ciekawe, jakby wyglądała bez tego zielonego sweterka. A gdyby tak... Dobra, koniec. Podsumowując, była to pierwsza dziewczyna, która zawróciła mi w głowie do tego stopnia.
Gdyby to Harry był na moim miejscu, nawet nie musiałby fantazjować. Chociaż był ode mnie rok młodszy, działał na dziewczyny jak magnes i niemal co tydzień znajdował sobie nową. Nie bardzo mi się to podobało, ale miałem nadzieję, że w końcu spotka kogoś, w kim się zakocha. On twierdzi, że to głupota i że chce się nacieszyć młodością.
Czasem zastanawiam się, jak ktoś tak nieśmiały jak ja może się przyjaźnić z tak pewną siebie osobą jak Hazza. W końcu doszedłem do wniosku, ze chyba z to go kocham, po przyjacielsku oczywiście. Mimo to, że jeszcze nigdy nie był w poważnym związku, w przyjaźni był bardzo wierny, nigdy nie zdradził żadnego z moich sekretów. Znam go już piętnaście lat, poznałem mając pięć i ostatnio czuję, że jest coraz mniej beztroski. Coraz bardziej zależy mu na tym, żeby udowodnić, że jest najlepszy i może mieć każdą. Myślę, że on się boi, że kiedy przestanie uwodzić te wszystkie dziewczyny, ludzie go odrzucą, że będą uważali że jest nikim. Martwię się o niego, ale on nie che słyszeć o moich wątpliwościach, próbuje mi pokazać, ze sobie poradzi. Cały on, nigdy nie lubił martwić innych swoimi problemami. To właśnie Hazz namówił mnie do tego, żebyśmy szli dzisiaj do Lou. Na początku się opierałem, ale kiedy usłyszałem, ze Holly też się wybiera, od razu zmieniłem zdanie.
Po mniej więcej dziesięciu minutach rozmyślań zobaczyłem mojego przyjaciela. Jego brązowe loki powiewały na wietrze, a zielone oczy oddawały spojrzenia zachwyconych dziewczyn. W końcu mnie zauważył. Idąc do parku, Harry opowiadał mi o swojej ostatniej zdobyczy. Spotkał się z nią zaledwie trzy dni temu, a już nie pamiętał jej imienia. Dowiedziałem się, ze świetnie całuje, ma platynowe włosy i bardzo jasne, niebieskie oczy. Porównywał ją do albinosów, śmiejąc się przy tym głośno. Słuchałem, co jakiś czas wtrącając pojedyńcze słowa. Mój towarzysz chyba zauważył mój brak zainteresowania i uznając, że będzie to najlepszy sposób na "obudzenie mnie", zostałem oblany wodą z pobliskiej fontanny. Nie mogłem pozostać mu dłużny. Toczyliśmy wojnę, dopóki przypadkowo nie oblałem pewnej staruszki, która zaczęła nas karcić i wykrzykiwać, ze jesteśmy niepoważni. Skruszeni usiedliśmy na ławce, żeby trochę ochłonąć. Po chwili jednak zauważyliśmy, że zbliża się dziewiętnasta, czyli czas rozpoczęcia domówki, więc nawet nie zawracając do domów, żeby się przebrać, skierowaliśmy się do apartamentu Louisa.
Dzisiejsze popołudnie zapowiadało się świetnie, nawet nie padało. Szedłem na spotkanie z Harrym, co chwila potykając się o swoje wiecznie niezawiązane sznurówki. Wiatr targał moimi włosami na wszystkie strony, ale nie przeszkadzało mi to. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, ponieważ wieczorem Louis urządzał imprezę, a tam miała być Holly Scally. W tej niebieskookiej blondynce podkochiwałem się od dwóch miesięcy. W tym roku, ku mojej radości, chodziliśmy razem na większość przedmiotów. Zawsze dostawała dobre oceny a ja nie chciałem być od niej gorszy, ale przez ciągłe wpatrywanie się w nią, po prostu nie mogłem się skupić. Była taka urocza kiedy sporządzała notatki i udzielała odpowiedzi, że trudno mi było nie fantazjować... Swoją drogą ciekawe, jakby wyglądała bez tego zielonego sweterka. A gdyby tak... Dobra, koniec. Podsumowując, była to pierwsza dziewczyna, która zawróciła mi w głowie do tego stopnia.
Gdyby to Harry był na moim miejscu, nawet nie musiałby fantazjować. Chociaż był ode mnie rok młodszy, działał na dziewczyny jak magnes i niemal co tydzień znajdował sobie nową. Nie bardzo mi się to podobało, ale miałem nadzieję, że w końcu spotka kogoś, w kim się zakocha. On twierdzi, że to głupota i że chce się nacieszyć młodością.
Czasem zastanawiam się, jak ktoś tak nieśmiały jak ja może się przyjaźnić z tak pewną siebie osobą jak Hazza. W końcu doszedłem do wniosku, ze chyba z to go kocham, po przyjacielsku oczywiście. Mimo to, że jeszcze nigdy nie był w poważnym związku, w przyjaźni był bardzo wierny, nigdy nie zdradził żadnego z moich sekretów. Znam go już piętnaście lat, poznałem mając pięć i ostatnio czuję, że jest coraz mniej beztroski. Coraz bardziej zależy mu na tym, żeby udowodnić, że jest najlepszy i może mieć każdą. Myślę, że on się boi, że kiedy przestanie uwodzić te wszystkie dziewczyny, ludzie go odrzucą, że będą uważali że jest nikim. Martwię się o niego, ale on nie che słyszeć o moich wątpliwościach, próbuje mi pokazać, ze sobie poradzi. Cały on, nigdy nie lubił martwić innych swoimi problemami. To właśnie Hazz namówił mnie do tego, żebyśmy szli dzisiaj do Lou. Na początku się opierałem, ale kiedy usłyszałem, ze Holly też się wybiera, od razu zmieniłem zdanie.
Po mniej więcej dziesięciu minutach rozmyślań zobaczyłem mojego przyjaciela. Jego brązowe loki powiewały na wietrze, a zielone oczy oddawały spojrzenia zachwyconych dziewczyn. W końcu mnie zauważył. Idąc do parku, Harry opowiadał mi o swojej ostatniej zdobyczy. Spotkał się z nią zaledwie trzy dni temu, a już nie pamiętał jej imienia. Dowiedziałem się, ze świetnie całuje, ma platynowe włosy i bardzo jasne, niebieskie oczy. Porównywał ją do albinosów, śmiejąc się przy tym głośno. Słuchałem, co jakiś czas wtrącając pojedyńcze słowa. Mój towarzysz chyba zauważył mój brak zainteresowania i uznając, że będzie to najlepszy sposób na "obudzenie mnie", zostałem oblany wodą z pobliskiej fontanny. Nie mogłem pozostać mu dłużny. Toczyliśmy wojnę, dopóki przypadkowo nie oblałem pewnej staruszki, która zaczęła nas karcić i wykrzykiwać, ze jesteśmy niepoważni. Skruszeni usiedliśmy na ławce, żeby trochę ochłonąć. Po chwili jednak zauważyliśmy, że zbliża się dziewiętnasta, czyli czas rozpoczęcia domówki, więc nawet nie zawracając do domów, żeby się przebrać, skierowaliśmy się do apartamentu Louisa.
Give me love ~ Prolog ~
Siedziałam w swoim pokoju z kubkiem ulubionej herbaty. Powoli piłam napar, co chwila spoglądając na uchylone okno... Przez cały dzień na dworze panowała okropna pogoda. Niebo było pełne ciemnych chmur, a padający deszcz wprawiał wszystkich w ponury nastrój. Wszędzie można było dostrzec zabieganych ludzi, próbujących uchronić się przed ulewą, oraz dzieci beztrosko skaczące po kałużach, wymachując przy tym różnokolorowymi parasolkami na wszystkie strony. Wiatr leciutko poruszał firankami w pomieszczeniu i dostarczał świeżego powietrza, równocześnie wywołując na moich plecach lekkie dreszcze w skutek zimnych podmuchów. Miałam jakieś dziwne wrażenie, że tego dnia nawet on jest przeciwko mnie...
Dn. 15.08.06 r.
Drogi Pamiętniczku !
Mam na imię Kate i 10 lat. Mieszkam w Mullingar razem z moimi rodzicami i przyjaciółmi. Kocham śpiewać i grać na gitarze, ale tego to i tak się w przyszłości dowiesz... Tak naprawdę to nawet nie wiem po co cię założyłam . Może to po prostu brak normalnego zajęcia tak na mnie działa... Zresztą sama nie wiem.Teraz już muszę iść bo przyszła do mnie Ellie. Razem mamy iść do Niall’a, bo podobno robi jakieś party w domku na drzewie... Cóż, w każdym razie nie mogę tego przegapić .
... Taak.. Party Hard w domku na drzewie . Zacne zajęcie dla 10 latki ..
Dn. 15.09.08r.
Pamiętniczku !
Chyba się od Ciebie uzależniłam.. Cały czas zapisuję tutaj jakieś nic nie znaczące pierdoły. Może powinnam wystopować, ale co mi tam, przecież jesteś bardzo dobrym słuchaczem ;p Dwa dni temu organizowałyśmy z Ellie i Nicole imprezę urodzinową dla Niall’a. 0.o Ma już 15 lat ! Szczerze to stara dupa z niego jest! Oczywiście party się udało. Zwołaliśmy parę kumpli, podłączyliśmy Lady Gagę na głośnikach i każdy się spoko bawił. Tylko później się trochę porypało, bo jedzenia zabrakło ;/ Taak pamiętniczku, zgadłeś! Nialler wszystko zżarł... On to się chyba nigdy nie zmieni! A zresztą i tak go kocham, głodomór nasz kochany ;P
Nie wiem, co jeszcze napisać. Jestem strasznie padnięta... W końcu zaczął się rok szkolny. Wiesz, prace domowe, kartkówki i te sprawy… Dobra ja spadam, w końcu jest sporo po północy... Ahh… ta moja bezsenność ! xoxo ;p
I kolejny...
Dn. 25.12.08r.
Kochany Pamiętniku!
Tak to już dzisiaj! Boże Narodzenie... Ile ja czekałam na ten dzień? W końcu kto nie lubi świąt? Panuje wtedy taka magiczna atmosfera. Choinki, pierniczki i przede wszystkim prezenty! Oczywiście nie zapomniałam obdarować nimi najbliższych... Nicole dostała ode mnie bransoletkę z serduszkiem- wiesz tak na znak naszej ‘’ miłości ‘’, Ellie kupiłam prostownicę... Nie pytaj się mnie nawet po co. Gdybyś musiał przez 7 dni w tygodniu i 24 godziny na dobę wysłuchiwać jej użalań na temat kręconych włosów sam byś pewnie zwątpił... Niby dosyć drogi podarunek, ale czego nie robi się by zobaczyć uśmiech na twarzy przyjaciółki? A z wybraniem prezentu dla Niall’a miałam jak zwykle największy problem... Na początku chciałam mu podarować wisiorek z koniczynką, rozumiesz pamiętniczku, taki na szczęście. Ale potem uznałam, że to za bardzo pospolity prezent w Irlandii.. chyba, każdy ma taki naszyjnik . Więc doszłam do wniosku, że trzeba będzie mu dać coś innego, takiego bardziej od serca... I skończyło się na tym, że kupiłam mu książkę kucharską. Taak ! Wiem, Kate .. Ty i te twoje pomysły ;p Zawsze trafne... Przynajmniej mam pewność, że jej kiedyś użyje w jakichś celach gastronomicznych. A właśnie! Tak w ogóle to chcę Cię poinformować, że nauczyłam się grać na gitarze. Wiem, pewnie nie wierzysz, ale co mi tam... Trochę zajęć na ognisku muzycznym, odrobina pomocy ze strony Niallera i ‘’Lulaj, że Jezuniu ” pod choinką dzisiaj mogę wybrzdąkać bez najmniejszego problemu... Aww... już się nie mogę doczekać! A tak w ogóle to tobie też składam życzenia świąteczne: Zdrowia, szczęścia, pomyślności… hmm, i może jeszcze tego, że nie opuszczę Cię aż do śmierci! ;p O taak! To mi się bardzo podoba... Wiesz co, mój drogi... chyba jestem jakaś dziwna ;/ Ślubuję wierność zwyklej, białej karteczce papieru... ale za to jakiej dla mnie ważnej kartce! Kartce, która jest przy mnie zawsze, we wszystkich najważniejszych chwilach w życiu ! ;D
XoXo
Jeden z najśliczniejszych uśmiechów zagościł po raz pierwszy na mojej twarzy tego dnia... Pamiętałam te święta, były takie wyjątkowe. Zresztą jak każde przeżyte w ty miejscu... Przekręcałam kolorowe strony pamiętnika z niesłabnącą pasją, co chwila natrafiając na jakiś śmieszny fakt, który już dawno temu wyleciał mi z głowy. Przecież, każdy czasem może zapomnieć, każdemu może się ulotnić nawet naprawdę ważne wydarzenie z życia... Nikt nie jest tak doskonały, by to wszystko zapamiętać... Oczywiście, staramy się by jak najwięcej miłych szczegółów zostało w naszym umyśle przez jak najdłuższy czas, ale niestety... Niekiedy te miłe chwile z naszego życia zostają zamazane przez coś bardzo podłego... jakby ktoś wkradł się do wnętrza naszego mózgu i tak po prostu je zresetował, pozostawiając tylko lekki zarys zaznaczony w naszym scenariuszu istnienia… I gdy przekręciłam jeszcze jedną, drugą i trzecią kartkę, moim oczom ukazał się ostatni wpis w ukochanym, nastoletnim pamiętniku, który tak naprawdę zburzył całą dobrą aurę panującą przez ostatnie minuty w moim starym już pokoiku...
Mullingar. Dn. 11.03.09 r
Ukochany Pamiętniczku!
Jeżeli mam udawać to powiem, że wszystko jest w porządku, że nic się nie zmieniło od ostatnich miesięcy i że nadal chodzę uśmiechnięta od rana do wieczora. Jeśli byś mnie poprosił to zaszufladkowałabym wszystko głęboko w samej sobie i starałabym dać po sobie poznać, że nadal jestem tą jedną z kilkuset tysięcy nastolatek, które z samego rana wstają z uśmiechem na ustach, dobierają kolorowe ubrania, malują sobie rzęsy pogrubiającą maskarą tylko po to by wyglądać o dwa, czy trzy lata starzej, następnie idą do szkoły, aby porozmawiać z przyjaciółmi i poflirtować z chłopakiem z sąsiedniej ławki... Taak... dobrze wiesz, że to się dosyć często zdarza w moim przypadku... Może jeszcze ewentualnie udawałabym przy rodzicach wzorową córeczkę, próbując swoimi tanimi komplementami na ich temat wyłudzić parę funtów, by później wybrać się za nie z kolegami do kina na jakąś ‘’śmieszną’’ komedię... Ale nie chce tego robić! Nie mam zamiaru ukrywać głęboko w sobie, czegoś co mnie naprawdę boli. Nie lubię oszukiwać samej siebie a już z pewnością Ciebie, bo wiem, że ty mnie wysłuchasz zawsze... nawet w najbardziej potrzebnej chwili... Ujmę to wszystko najprościej jak tylko potrafię. Obiecuję ci to bo nie chcę byś się pogłębiał w tym wszystkim tak bardzo jak ja... Więc mówiąc prosto z mostu to wyprowadzam się! Tak, wyjeżdżam stąd... Z Mullingar! Do jakiegoś zakichanego Londynu. Co ja tam w ogóle będę robić? Fotografować ciemne chmurki na niebie, uśmiechając się promiennie do każdej z nich gdy tylko na wilgotny chodnik, zbudowany z czerwonej cegiełki spadnie kolejna kropla deszczu? To nie jest kompletnie moja bajka! Ja nie chcę kolorowych parasolek i ubłoconych kaloszy! Ja chcę koniczynek... dużo koniczynek! Tyle ile mam w Irlandii.. Tyle ile mogłam w całym swoim beztroskim życiu uzbierać, wysuszyć i włożyć w twoje kartki! Dlaczego? Proszę powiedz mi, dlaczego tata musiał zostać zatrudniony do pracy w wielkim, londyńskim biurowcu? Nie pasował mu etat zastępcy szefa w Irlandii, tylko musiało go aż wygnać na kompletnie mi nieznany zakątek Anglii? Mama mówi, że wszystko się ułoży... Że wszystko z czasem zacznie się zmieniać i naprawdę polubię Londyn, ale ja wiem, że już nigdy nie będzie tak samo. Mam jakieś bolesne przeczucie, że mój kontakt z Ellie, Niall’em i Nicole się tak po prostu urwie na dobre... Niby mówi się, że przyjaźń trwa zawsze. Bez względu na to jaka różnica kilometrów nas dzieli, ale każdy też dobrze wie, że miłość na odległość nie ma szans przetrwać.. A ja ich właśnie kocham. Nie wyobrażam sobie dnia bez naszych wspólnych żartów i szalonych pomysłów. Chcę mieć ich przy sobie przez cały czas, chcę obchodzić Święto Św. Patryka razem z nimi i mam zamiar podarować każdemu z po jednym płatku czterolistnej koniczynki.. Tak, wiem drogi pamiętniczku, że się powtarzam, ale muszę się komuś najnormalniej w świecie wyżalić... Wyjeżdżam za dwa dni, ale i tak to właśnie tutaj zostawię całe moje serce... W tym ciebie, bo nie mam zamiaru odbierać ci tej przyjemności i pozwolić byś opuścił Mullingar razem ze mną... Nigdy nie zapomnę Ciebie, Niall’a , Ellie i Nicole – moich najlepszych przyjaciół, z którymi spędziłam wspaniałe chwile i którym życzę w przyszłości jak najlepiej... No... chyba pora się żegnać, ponieważ to i tak jest najdłuższa notka, jaką kiedykolwiek na twoich kartkach zapisałam...
Żegnaj! Mam nadzieję, że nie na zawsze ;c
XoXo .. Kochana Katie ..!
Szybkim ruchem zamknęłam mój zasłużony już pamiętnik. Przeczesałam ręką włosy i wyjrzałam jeszcze raz przez okno. Ciągle padał deszcz... Kurdee no! Chyba za dużo zdarzeń jak na jeden dzień...
No więc .. Hmm ! Zaczynam opowiadaniee ^^ Tak po prostu ! Mam nadzieję, żee mnie zbytnio negatywnie nie oceniciee .. :PP Chcę jeszcze dodać , że bloga prowadzę z koleżanką więc może stać się , że to ona doda jakiś rozdział czasem ;* I jeszcze mam jedną prośbę .. jak już zabłądzisz i jakimś trafem dostaniesz się na tego bloga a może nawet przeczytasz rozdział albo dwa to proszę cię , abyś skomentowała ! ;p To chyba tak dużo nie jest ,co nie ?? ^^ Ok nie będę się rozpisywała :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)